Przewodnik po Izraelu

Okiem muzyka

 

 

Wstęp

                        Rzadko kiedy zdarza się znaleźć taki przewodnik turystyczny, który zaciekawi czytelnika od pierwszego akapitu. Po dogłębnym przemyśleniu kilku aspektów, znalazłem zależność, która może mieć wpływ na jakość napisanej pracy. Jeżeli składa się wizytę w jakimś kraju dla samego faktu opisania go, to taki informator będzie sztuczny i wyblakły. Nie sam wyjazd jest najważniejszy. Liczy się również powód, jak i cel podróży. Przyczyną naszej nieobecności w szkolebyło porozumienie polsko-izraelskie, w wyniku czego mieliśmy okazję zagrać kilka koncertów w Tel-Avivie – drugim co do wielkości miastem w Izraelu. Cel zaś miał dalekosiężne skutki. Nie tylko zaciekawiła nas obca jak dotąd kultura, ale również zdobyliśmy coś znacznie bardziej cennego – poznaliśmy życie muzyków za granicą oraz zawiązaliśmy nowe znajomości, które w przyszłości mogą zaowocować na różnych płaszczyznach życiowych.

                        W tym przewodniku postaram się opisać ten kraj jak najbardziej subiektywnie, patrząc przez pryzmat wydarzeń, które miały miejsce podczas wyjazdu. Nie omieszkam również przytoczyć niektórych perypetiinaszej orkiestry, a mogą one zdziwić, jak również rozśmieszyć.

 

 Kraina geograficzna

„Izrael to kraj w Azji Zachodniej położony na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego. Graniczy na północy z Libanem, na północnym wschodzie z Syrią, na wschodzie z Jordanią i na południowym zachodzie z Egiptem. Przylega do niego również Palestyna, czyli Zachodni Brzeg oraz Strefa Gazy.”

                        Tę notkę zdążyłem przeczytać w ramach przygotowania do wyjazdu. W rzeczywistości ta informacja okazała się być jedynie ciekawostką, która w ogóle nie wpłynęła na ocenę kraju. Tuż przed lądowaniem miałem okazję rzucić okiem na Tel-Aviv nocą. Jeżeli myślicie, że Kraków jest dużym miastem, to w porównaniu do tego co zobaczyłem, wygląda jedynie na małą mieścinę. Mnóstwo latarni, neonów, powoli ustępujących promieniom słonecznym, ulice powoli budzące się do życia, początek miejskiego zgiełku – tak powitał nas Izrael. Już sama zmiana klimatu nastroiła nas pozytywnie. Zamiast przejmująco zimnego dnia zastaliśmy przyjemny, rześki poranek. Następne nowości również powitaliśmy z uśmiechem i wręcz dziecięcą ciekawością. Palmy rosnące na pasach zieleni, dużo piasku mieniącego się złotem i oczywiście Morze Śródziemne.

                        Samo ukształtowanie geograficzne również jest bardzo zróżnicowane. Na tak małej powierzchni kraju możemy znaleźć zarówno góry, pustynię, ogromne pasy zieleni, jak i dostęp do morza. Sama nazwa Tel-Aviv znaczy „Wzgórze Wiosny”, co symbolizuje odrodzenie żydowskiej ojczyzny.

                       

                        Po opuszczeniu tego olbrzymiego miasta i skierowaniu się nieco na wschód, od razu otoczyła nas Pustynia Negew i jej piękny, acz surowy krajobraz. Ogromne masywy skalne porozrzucane po złotym piasku, falujące od rozgrzanej powierzchni powietrze – to krajobraz nieopodal Morza Martwego, położonego w największej depresji świata ( 418 m p.p.m. i ciągle się obniża), najbardziej zasolonego akwenu wodnego na kuli ziemskiej. Woda w nim jest tak słona, że po skapnięciu na ubranie pozostawia od razu plamę soli, przypominającą z wyglądu lukier.

                       

Polityka i edukacja

                        Jeżeli by przesunąć palcem po mapie nieco na północny-zachód, trafimy na największą miejscowość Izraela, a zarazem jego stolicę – Jerozolimę. Miasto to zewsząd otoczone jest dolinami. Poruszając się po ulicach trzeba uważać, żeby się nie zgubić wśród niezliczonych grup turystów zjeżdżających ze wszystkich stron świata. Jerozolima prawnie jest siedzibą prezydenta państwa Izrael. Jest to również centrum religijnych nieporozumień, chociaż szczęśliwie naszej wycieczce nie dane było zobaczyć tego na własne oczy.

                        Przed wyjazdem w wiadomościach aż huczało od politycznych problemów i zagrożeń, w które wplątany był Izrael. Przez to wszystkie szkoły odwołały projekty związane z tym państwem – wszystkie, nie licząc naszej. Przygotowani na liczne kontrole na lotnisku oraz inne nieprzewidziane przygody, zupełnie nie spodziewaliśmy się zastać tam... spokoju. W drodze z Polski nie napotkaliśmy żadnych niedogodności. Jedyną przeszkodą była bardziej szczegółowa, choć w pełni uzasadniona kontrola podczas powrotu. Wewnątrz samego państwa również nic nie wskazywało na to, że jeszcze niedawno działo się tam coś niepokojącego. Nie licząc znalezienia portfela, który szczęśliwie wrócił do swojego właściciela, nie spotkało nas nic zaskakującego.

                        Zwracając uwagę na edukację, z wiadomych względów wspomnę tu tylko o oświacie muzycznej. Przedstawia się ona całkiem dobrze. Dowodem jest choćby możliwość przeprowadzenia naszej wymiany, a przecież to przedsięwzięcie nie należało do łatwych i przyjemnych w organizacji. Szkoła, w której mieliśmy przyjemność urzędować również robiła wrażenie. Nowoczesne, klimatyzowane pomieszczenia, imponująca sala koncertowa, która po godzinach pracy również była eksploatowana w celach koncertowych, barek, fontanna przed wejściem i wiele innych udogodnień pozostawiła pozytywny obraz. Również z inicjatywy dyrekcji, odbyły się warsztaty dla polskich uczniów, które prowadzili znani i doświadczeni muzycy.


Kultura i Ludzie

Izrael pomimo stosunkowo małej powierzchni jest dość zróżnicowany demograficznie. W populacji liczącej 7,66 miliona większość stanowią Żydzi (75,0%). Drugą co do wielkości grupę stanowią Arabowie (20%). Mniejszą grupą etniczną są Samarytanie. Pod względem wyznaniowym w Izraelu występuje duże zróżnicowanie – obok żydów mieszkają również muzułmanie (Arabowie), chrześcijanie i druzowie, jak również inne mniejsze grupy religijne.

                        Chociaż Samarytanie należą do mniejszości etnicznej, to zdecydowanie dobre serce ich przedstawiciela z „Przypowieści o miłosiernym Samarytaninie”, udzieliło się całemu narodowi. Mieszkańcy są niebywale otwarci i życzliwi. W restauracjach właściciele potrafią zrugać zuchwałego klienta za podebranie komuś krzesła lub by zadowolić swojego gościa częstują cukierkami po sytym posiłku. Jest to również kraj ciekawy innych kultur. Kiedy przyjechaliśmy z koncertem do izraelskiego gimnazjum i zagraliśmy na deskach teatru dla uczniów, nauczyciele w późniejszych relacjach komentowali, że nigdy wcześniej dzieci nie były tak zaciekawione tym, co się działo na scenie. Jeszcze nie słyszeli, by podczas spektaklu wśród młodzieży panowała taka cisza. Polska muzyka i wykonawcy wręcz zahipnotyzowały publiczność. Podczas drugiego koncertu dla dorosłych nie obyło bez wzruszeń mniejszych i większych. Izrael nie pozostał dłużny. Pod koniec naszego pobytu mieliśmy okazję usłyszeć tamtejszych muzyków w akcji. W moim subiektywnym odczuciu, całemu temu epizodowi towarzyszyła swoista, magiczna aura mieszania się ze sobą różnych tradycji o wielowiekowym dziedzictwie.

                        Wyjątkowa atmosfera mogła być spowodowana faktem, iż mówiąc o kulturze Izraela, tak naprawdę mamy na myśli wielokulturowość. Sama Jerozolima jest podzielona na Dzielnice : Chrześcijańską, Muzułmańską, Ormiańską, Żydowską oraz Wzgórze Świątynne. Skoro stolica jest tak różnorodna, to co dopiero państwo? Nic dziwnego, że w zabudowaniu przykładowego Tel-Avivu dostrzegamy wpływy każdego narodu. Szklane wieżowce przysłaniają słońce małym, wykonanym z piaskowca budynkom mieszkalnym. Tuż obok mienią się tysiącem kolorów ogrody parkowe, gdzie można pospacerować i odetchnąć świeżym powietrzem. Kilka kroków dalej spokój ducha ustępuje miejsca targom – i znowu mnóstwo barw, a zewsząd napływają zapachy przypraw z całego świata, kosmetyków oraz jedzenia. Wszędzie ruch, zgiełk, rumor. Idąc dalej natrafiamy na meczet z minaretem, skąd muezin nawołuje wiernych na modły. Co ciekawe, nieopodal stała cerkiew, a kilka przecznic dalej znajdowały się drzwi kościoła. Istny synkretyzm kulturowy.

                        Podczas pobytu mieliśmy okazję podpatrzeć codzienne życie przeciętnego Izraelczyka. Nie różni się ono zbytnio od naszego, nie licząc obowiązków, które nakłada nań religia. Zdziwiło nas jednak parę rzeczy. Pierwsze odstępstwo zauważyliśmy podczas naszej wizyty na plaży. Kiedy my opalaliśmy się w strojach kąpielowych i z niewypowiedzianą radością pływaliśmy w morzu w połowie listopada, nasza przewodniczka siedziała obok w długich spodniach i skórzanej kurtce. Dla niej bowiem był wtedy początek zimy. Sklepy również zaczęły oferować klientom grubsze odzienia. Przez większość czasu zastanawialiśmy się też, w jakim celu przy drzwiach do każdego pokoju i domu została przytwierdzona na ukos mała, podłużna belka, o kształcie kanciastej fiolki. Na początku myśleliśmy, że jest to rodzaj elektronicznego zabezpieczenia, swego rodzaju system antywłamaniowy, ale potem zauważyliśmy, że przy wejściu każdy dotykał tej rzeczy i coś mamrotał. Dopiero pod koniec wyjazdu zostaliśmy oświeceni. Ów pojemnik nosił nazwę „mezuza” i z hebrajskiego znaczy dosłownie odrzwia. W istocie jest to mały pojemnik zawierający zamknięty w rurce zwitek pergaminu z naniesionymi nań dwoma fragmentami Tory. Treść pergaminu jest następująca :

Słuchaj Izraelu! Haszem Bóg nasz, Haszem jest Jedyny.

Będziesz miłował Haszem Boga twego,

z całego serca swego i z całej duszy swojej

i z całej siły swojej.

Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję,

będą na twoim sercu. Będziesz je wpajał twoim dzieciom

i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu,

idąc drogą, kładąc się i wstając.

I przywiążesz je jako znak do swojej ręki

i będą między twoimi oczyma,

i napiszesz je na bramach i na odrzwiach domu twego''


Lokalna kuchnia

                        Izraelska kuchnia dla turysty na pierwszy rzut oka może wydać się podobna do każdej innej, ale z czasem różnice staną się tak widoczne, że aż szokujące. Na mieście jak zwykle pełno fast-foodów – kebaby, mnóstwo surówek, frytki. Jest też drugi rodzaj dań na wynos. Z wyglądu nie różnią się zbytnio od wymienionych wyżej kebabów, jednak po spróbowaniu coś tu nie pasuje. Nie ma mięsa! Zamiast tego są zielone, smażone kulki o specyficznym smaku, którego nie udało się zidentyfikować. Po zaciągnięciu lektury okazuje się, że jest to przyprawiona ciecierzyca, albo bób wymieszany z sezamem. Ta potrawa nosi nazwę falafel i jest bardzo popularna w tym kraju. Mieszkańcy lubują się też w różnego rodzaju sandwichach, to jest kanapkach. Potrafią je jeść na okrągło.

                        Wchodząc do tej, czy innej restauracji i zaglądając w kartę menu, wszystko na początku wydaje się normalne. Jednak wgłębiając się coraz bardziej, coś zaczyna nie grać. Ponoć jest to zależne od dzielnicy, ale w większości przypadków w restauracjach podaje się potrawy bez mięsa. Jest to uzasadnione tym, że potrawa musi być koszerna i z powodu zaistniałych problemów, właściciele postanowili zrezygnować z tego „dodatku”.

                       

Miejsca, które warto zwiedzić (zdjęcia)

Targ w Tel-Avivie, w Jerozolimie

Grób Pański

Plaża w Tel-Avivie

Port

Stara Jaffa

Yarkoon Brook

Nota od autora

                        Mam nadzieję, że czytając niniejszy przewodnik, dałeś się porwać, drogi czytelniku, w naszą podróż i razem z grupą muzyków zobaczyć, poczuć i usłyszeć to co my. Powyższy tekst miał jeszcze jedno zadanie. Celem było przypomnienie słonecznych i radosnych chwil, które tam spędziliśmy, szczególnie w tych zimowych momentach jak ten. Izrael powitał nas niebywale ciepło i aż żal było go opuszczać. Kraj również podzielił nasze smutki. Do tego stopnia, że jak wyjeżdżaliśmy, atmosfera znacznie się oziębiła i żeby dać upust emocjom, na pożegnanie po powrocie do Polski, tam spadł śnieg.

Jakub Braun

 

Polecamy